Załóżmy na chwilę, że wszyscy jesteśmy jedną zbiorową
świadomością. Wiem, że dla naszego sposobu postrzegania jest to zupełna
abstrakcja – dla ego to oznaczałoby wręcz śmierć, nieistnienie – najstraszniejszą
rzecz jaka mogłaby je spotkać. Ale spójrzmy na to inaczej – co jeśli przy takim
postrzeganiu czegoś nam przybędzie a nie ubędzie? Co jeśli nie oznacza to
utraty a rozszerzenie tego, co identyfikujemy jako „moje”? Co jeśli nagle okazuje się, że to nie koniec, a objęcie
świadomością znacznie większych obszarów. Takie postrzeganie oczywiście może
istnieć równolegle ze starym postrzeganiem siebie jako odrębnej świadomości –
jesteśmy w stanie odbierać świat na tych dwóch poziomach równocześnie –
świadomość kolektywu nie wyklucza świadomości indywidualnej. Po prostu możemy zmienić
pasmo odbioru, albo kierunek z którego nasłuchujemy i zmienia się postrzeganie.
Choć po dotknięciu świadomości zbiorowej, świadomość indywidualna nie będzie już
taka sama – zresztą jak po każdym innym doświadczeniu.
Jakie idą za tym implikacje? Nagle czujesz, że całe to życie
na Ziemi jest Twoim planem i udziałem (ograniczmy się na początek tylko do
niej, bo taka percepcja i tak mocno wykracza poza to, co zawsze widzieliśmy).
Wszystko co się tu wydarza jest cennym doświadczeniem, zbieranym dla tego
kolektywu. Wtedy nagle okazuje się, że nikt z zewnątrz Ci nie zagraża, nie może
nic zrobić, bo na zewnątrz to też jesteś Ty. Pomińmy tu całkiem ekstremalne
sytuacje z fizycznym zagrożeniem, mówię o zagrażającym szefie, konkurencji, nie
dającemu się wyprzedzić kierowcy, czy innych codziennych zagrożeniach. Popycha
to ego często do rywalizacji, wzbudza lęki, czy na inne sposoby utrudnia
codzienne funkcjonowanie we wrogim świecie. Okazuje się, że osobom generującym w
Twojej ocenie „nieprzyjemne” doświadczenie możesz być wdzięczny, że wzięły na
siebie tą trudną rolę. Trudną, bo daleką od naszej prawdziwej natury. Doświadczenie Twoje jako kolektywu przez to staje się
pełniejsze, bogatsze, bardziej wszechstronne, a Ty nie bierzesz go na
siebie osobiście, a mimo to jest to doświadczenie dla Ciebie osiągalne na poziomie całości – choć bywasz też jego odbiorcą.
A jak to zmienia podejście do siebie? Do przeżytych traum czy trudnych relacji? Nagle trudne wspomnienie zamienia się również we wdzięczność za kolejne przeżyte doświadczenie – zarówno krzywdziciela jak i ofiary. Patrzysz też na swoją przeszłość i przestajesz się oceniać – nie ma tu nic co mogłeś zrobić źle – to tylko kolejne doświadczenie, które po prostu było. Co więcej dokłada się do kolektywu w taki sposób, że inny aspekt Ciebie (w Twoim pojęciu inny człowiek) może nie będzie musiał przez to przechodzić, bo spektrum tego doświadczenia zostało wyczerpane przez „innych”. Nagle wydarza się pełna akceptacja siebie i swojej historii. Tracisz emocjonalny, osobisty stosunek do samego siebie. Przestajesz się oceniać, zaczynasz widzieć wszystko, również całą swoją historię, z akceptacją, zrozumieniem, wdzięcznością i miłością. Podobnie jeśli patrzysz na osobę daleką od przebudzenia, uwikłaną w roli wiecznej ofiary, narcyza, czy innej roli wynikającej z braku wewnętrznych wglądów – zamiast czuć na nią złość, chęć naprawienia – czujesz współczucie, ale i wdzięczność, że wzięła to ciężkie zadanie na siebie i wzbogaca o nie całość istnienia. Doświadczenia swoje jak i innych zaczynasz traktować na równi. Twoje przestaje być „twojsze”. Znika potrzeba rywalizacji, rodzi się wdzięczność i chęć pomocy. Rozumiesz też, że jeden aspekt całości nie może mieć udziału we wszystkim jako „ja” – jednak ma udział we wszystkim z poziomu kolektywu. Zatem nie ma potrzeby by wszyscy doświadczali tak samo – rodzi się wewnętrzna zgoda na to co jest. W takim świecie znika możliwość rywalizacji czy konkurencji, znika zazdrość o czyjeś osiągnięcia. To, że np. ktoś na ścieżce rozwoju ma wizje, jasnowidzenie, jasnosłyszenie, OBEE, czy inne paranormalne przeżycia – a ty nie – nie czyni twojego rozwoju gorszym – po prostu idziesz inną drogą. Nie potrzeba spektakularnych efektów „paranormalnych” aby ugruntować swoją „ścieżkę rozwoju” – czasem te efekty nie muszą świadczyć o rozwoju, a jedynie o rozszerzonej percepcji. Ale nawet wtedy, to też jest potrzebne doświadczenie. To, że u Ciebie jest spokojnie znaczy tylko to, że idziesz inną drogą. Inną nie znaczy gorszą, ani lepszą – czasem trudniejszą, ale w pewnych aspektach również łatwiejszą – czeka na Ciebie więcej zwątpienia, ale mniej pułapek. Każdy rodzaj doświadczenia jest równie cenny, budzi się ciekawość jak to jest u innych, bez deprecjacji własnych doświadczeń.
